Dla większości osób odpowiedź na pytanie „jak się czujesz?” pojawia się niemal automatycznie. Rzadko zastanawiamy się, jak złożony proces stoi za rozpoznaniem własnego stanu, dobraniem odpowiedniego słowa i przekazaniem go drugiej osobie.
Przez długi czas zakładano, że emocje są uniwersalne, jednoznaczne i łatwo dostępne dla świadomości. Współczesne podejście pokazuje jednak, że powstają one dzięki współpracy ciała, mózgu, pamięci, uwagi, języka oraz kontekstu społecznego i kulturowego.
Czy wszyscy czujemy to samo?
Paul Ekman prowadził badania, które miały wykazać, że ludzie niezależnie od kultury przeżywają i rozpoznają po wyrazie twarzy zestaw podstawowych emocji. Wyróżnił radość, smutek, strach, złość, wstręt i zaskoczenie, a później także pogardę.
Koncepcja ta przez lata silnie wpływała na sposób myślenia o emocjach. Z czasem zaczęto jednak zwracać uwagę na jej ograniczenia: problemy metodologiczne, brak jednoznacznych biologicznych „profili” poszczególnych emocji oraz znaczenie sytuacji, w której pojawia się określona ekspresja. Ta sama mina może przecież oznaczać coś innego zależnie od relacji, norm kulturowych i kontekstu.
Znaczenie kultury widać również w języku. Niektóre określenia emocjonalne trudno bezpośrednio przetłumaczyć. Bałkańskie słowo inat opisuje szczególny rodzaj dumnego, destrukcyjnego uporu: robienie czegoś na przekór, nawet gdy może to zaszkodzić osobie, która tak postępuje. Fińskie kaukokaipuu oznacza natomiast tęsknotę za miejscem, w którym nigdy się nie było - melancholijne poczucie przynależności do odległej, nieznanej krainy.
Język nie tylko pozwala opowiadać o emocjach. Pomaga też je różnicować, porządkować i nadawać im znaczenie.
Rozum przeciwko namiętnościom
W starożytności emocje, nazywane pasjami lub namiętnościami, często przedstawiano jako siły zakłócające racjonalne myślenie. Platon porównywał duszę do rydwanu. Woźnica symbolizujący rozum próbował kierować dwoma końmi: jednym reprezentującym szlachetne uczucia, drugim zaś popędy i pożądanie.
W średniowieczu emocje interpretowano przede wszystkim w odniesieniu do religii. Jedne miały zbliżać człowieka do Boga, inne prowadzić do grzechu. Współczucie i pokorę postrzegano jako cnoty, natomiast niektóre namiętności jako zagrożenie wymagające opanowania.
Ślady tego sposobu myślenia pozostają obecne do dziś. Wiele osób nadal traktuje emocje jako coś, co należy pokonać, stłumić albo podporządkować rozumowi, zamiast jako źródło informacji o stanie organizmu i znaczeniu danej sytuacji.
Kartezjusz zwrócił większą uwagę na fizjologiczne podłoże emocji. Uważał, że pomagają one człowiekowi zdobywać to, czego potrzebuje, i unikać zagrożeń. Skupiają uwagę na tym, co ważne, korzystne lub niebezpieczne. Nadal jednak oddzielał materialne ciało od niematerialnego umysłu, próbując wyjaśnić, w jaki sposób te dwa porządki na siebie oddziałują.
Czy boimy się dlatego, że drżymy?
W 1884 roku William James przedstawił pogląd, według którego świadome doświadczenie emocji pojawia się po zmianach zachodzących w ciele. Podobną koncepcję niezależnie rozwijał Carl Lange.
W potocznym rozumieniu kolejność wygląda następująco: widzimy zagrożenie, czujemy strach, a następnie przyspiesza nam serce i zaczynamy uciekać. Teoria Jamesa-Langego odwracała tę sekwencję. Najpierw organizm reaguje na bodziec, a później mózg interpretuje zmiany fizjologiczne jako określoną emocję.
Walter Cannon i Philip Bard zakwestionowali prostą zależność, w której reakcja ciała bezpośrednio tworzy emocję. Zaproponowali, że pobudzenie fizjologiczne oraz świadome doświadczenie emocjonalne pojawiają się równolegle dzięki aktywności mózgu.
Poszukiwania pojedynczego obszaru odpowiadającego za emocje doprowadziły później do opisania kręgu Papeza, a następnie do teorii mózgu trójjedynego Paula MacLeana. Według niej mózg miał składać się z warstwy „gadziej”, układu limbicznego oraz kory nowej. Koncepcje te odegrały ważną rolę w historii nauki, ale nie wyjaśniały całej złożoności emocji. Nie istnieje jeden ośrodek złości, radości ani aleksytymii. Emocje są efektem współpracy wielu obszarów i sieci neuronalnych.
Pobudzenie potrzebuje znaczenia
W 1962 roku Stanley Schachter i Jerome Singer zaproponowali dwuczynnikową teorię emocji. Zgodnie z nią do powstania świadomego doświadczenia potrzebne są dwa elementy: pobudzenie fizjologiczne oraz jego poznawcza interpretacja.
Uczestnikom eksperymentu podano adrenalinę. Część z nich wiedziała, że zastrzyk może wywołać przyspieszone bicie serca i inne objawy pobudzenia, a część nie znała ich przyczyny. Następnie badani przebywali z osobą zachowującą się euforycznie albo agresywnie.
Osoby, które nie wiedziały, skąd pochodzą ich reakcje fizjologiczne, silniej opierały interpretację na zachowaniu drugiego człowieka. To samo pobudzenie mogło zostać odczytane jako radość albo złość, zależnie od kontekstu.
Podobny mechanizm pokazał eksperyment z osobami przechodzącymi przez dwa różne mosty. Mężczyźni schodzący z wysokiej, chybotliwej kładki częściej kontaktowali się później z atrakcyjną ankieterką niż osoby przechodzące przez niski i stabilny most. Pobudzenie związane z lękiem mogło zostać przypisane spotkaniu z kobietą. Zjawisko to określono jako błędną atrybucję pobudzenia.
Emocja nie jest więc prostym, niezmiennym produktem bodźca. Mózg próbuje ustalić, co oznaczają sygnały z organizmu i co mogło je wywołać.
Znaczenie ma nie tylko sytuacja, ale jej ocena
Richard Lazarus podkreślał, że emocje i stres nie wynikają wyłącznie z obiektywnych cech zdarzenia. Istotna jest jego subiektywna interpretacja.
Najpierw człowiek ocenia, czy sytuacja ma znaczenie i czy jest korzystna, neutralna, zagrażająca albo wymagająca. Następnie sprawdza, jakimi zasobami dysponuje i co może zrobić. To samo wydarzenie może więc zostać odebrane jako zagrożenie, strata albo wyzwanie, i prowadzić do innej reakcji emocjonalnej.
Joseph LeDoux opisał natomiast dwie drogi przetwarzania bodźców związanych z zagrożeniem. Pierwsza pozwala organizmowi zareagować bardzo szybko, zanim sytuacja zostanie dokładnie przeanalizowana. Druga angażuje korę mózgową i umożliwia bardziej szczegółową ocenę tego, czy zagrożenie jest rzeczywiste.
Czasami ciało mobilizuje się więc wcześniej, niż świadomie rozumiemy, co się wydarzyło.
Emocje między ciałem, mózgiem i otoczeniem
Badania nad bólem fizycznym i społecznym pokazały, że mechanizmy związane z tymi doświadczeniami częściowo się przenikają. W przywołanym w materiale eksperymencie osoby przyjmujące paracetamol deklarowały słabsze poczucie zranienia związane z odrzuceniem, a podczas symulowanego wykluczenia społecznego obserwowano u nich niższą aktywność części obszarów związanych z afektywnym wymiarem bólu.
Z kolei eksperyment przeprowadzony z udziałem użytkowników Facebooka wskazywał, że charakter treści widocznych w aktualnościach może wpływać na język późniejszych publikacji. Emocjonalne dostrajanie nie wymaga więc zawsze bezpośredniego kontaktu. Może zachodzić również za pośrednictwem tekstu i środowiska cyfrowego.
Wspólny wniosek płynący z kolejnych koncepcji jest taki, że emocji nie da się sprowadzić do pojedynczej reakcji, obszaru mózgu ani zestawu uniwersalnych etykiet. Powstają dzięki nieustannej wymianie informacji między ciałem, mózgiem i środowiskiem.
Podsumowanie
Emocja nie jest gotowym komunikatem, który wystarczy odnaleźć w świadomości. To efekt złożonego procesu obejmującego reakcje fizjologiczne, interpretację sytuacji, pamięć, uwagę, język, wcześniejsze doświadczenia i kulturę. Zrozumienie tej złożoności pozwala inaczej spojrzeć na aleksytymię. Trudność w odpowiedzi na pytanie „co czujesz?” nie musi oznaczać niechęci ani wyparcia. Problem może pojawić się na jednym lub kilku etapach tworzenia świadomego doświadczenia emocjonalnego.
O autorze
Weronika Wojtkiewicz
Przewodnicząca Rady Fundacji Otwartych Możliwości, psycholog i seksuolog, specjalista ds. aktywizacji zawodowej.
Chcesz współpracować lub potrzebujesz więcej informacji?
Skontaktuj się z nami – chętnie odpowiemy na Twoje pytania i omówimy możliwości współpracy.
Napisz do nas

